EMDR

Transformacja błyskawiczna?

13 lutego 2019

Sytuacja.

Jedna z wielu, których doświadczam, zwłaszcza przy drugim spotkaniu z klientką lub klientem.

Klientka siada, nie patrzy na mnie od razu, jakby nie chciała, bym wyczytała z niej jakąś niespodziankę. (Była u mnie na sesji hipnozy dwa tygodnie wcześniej). Patrzy nieco poniżej linii wzroku, lekko w bok. Na twarzy pełga tajemniczy uśmiech, powstrzymywany, aż do momentu, gdy spogląda na mnie,  z odrobiną zdziwienia w oczach, uśmiecha się szeroko i zaczyna mówić jednym ciągiem:

„Co u mnie?
Przestałam się objadać!
Śpię w nocy!
Nie budzę się kilka razy, jak wcześniej! Nie opanowują mnie obsesyjne myśli!
W ogóle rano budzę się, jakbym zapomniała, że w ogóle coś było nie tak.
Przestałam toczyć masakryczne rozmowy ze sobą.Przestałam się nakręcać!
Tamte obsesyjne myśli, gdy teraz mgliście się pojawią, rozpływają się od razu, gdy cofam się do tej małej dziewczynki, którą mi pokazałaś. I od razu jestem spokojna.
W ogóle jestem spokojniejsza. Słodycze przestały dla mnie istnieć. Mogą leżeć, a ja przechodzę obojętnie, jakby to był plastik. Wyciszyłam się. I nawet znajomi to zauważyli!
Jestem bardzo zadowolona. I nie rozumiem tego. Bo jak to jest możliwe, że po jednej sesji… człowiek może tak bardzo zmienić punk widzenia?”

 

Ano właśnie! Jak to możliwe?

Po jednej sesji? Nawet u osób, które wcześniej przez rok lub dwa chodziły regularnie na różnego typu terapie?

 

I dlaczego tak to działa? Co w tym tak działa?

 

Świat, w którym żyjemy, jest absolutnie cudowny.

Świat informacji.

Wolność, Internet, Wiedza.

I tylko czasami można mieć wrażenie, że za tym dostępem do informacji trochę trudno nam nadążyć.

Spotykamy w sieci coraz to nowe koncepcje, coraz to nowe interpretacje, informacje.

I całkiem możliwe, że większość z nich jest prawdziwa i słuszna. Ale czasem, by dobrze je zrozumieć i zinterpretować, powinniśmy pamiętać o wielu rzeczach i ideach, które są pierwotne. O czymś, co było wcześniej. A my mamy bardzo krótką pamięć. Pamięć wybiórczą. Nasz mózg nie jest w stanie ogarniać ogromnej ilości informacji w sposób świadomy. Właściwie to ogarnia bardzo niewielką część. W związku z tym zrozumienie i pojęcie mechanizmów, kojarzenie faktów dla podświadomości oczywistych, wyciąganie wniosków na podstawie miliardów bitów informacji, dla świadomoścy może nie być prostą sprawą.

Dotyczy to wielu sfer, jak choćby zdrowia.

Przykład: jeśli człowiek zapomniał wiedzę swoich przodków na temat tego, że wysoka temperatura ciała działa zbawiennie i nie należy jej zbijać, ponieważ to właśnie podczas gorączki organizm zwalcza chorobę, to jak ma zrozumieć informacje o naturalnych sposobach leczenia infekcji?

Inny przykład: Czy wiesz, że ludzkie komórki posiadają receptory dla wszystkich ziół na świecie? Odziedziczyliśmy po praprzodkach potężną wiedzę na temat właściwości roślin. I gdyby nie zakłócenia w kontakcie z samym sobą, potrafilibyśmy, tak jak dzikie zwierzęta, znajdować sobie lecznicze zioła na każdą dolegliwość. Ale nie ufamy sobie, gdyż wmówiono nam, że słuchanie swojego wnętrza, swojego ciała, to bzdura.

Podobnie, sprawa dotyczy naszej podświadomości i tego, jakie pokłady mocy kryją się w człowieku. Zostaliśmy przez wieki nauczeni, że niewiele zależy od nas, a nawet, że nie ma czegoś takiego, jak podświadomość. Wpaja się nam od tysiącleci nie naszą, nie płynącą z wnętrza, ale cudzą wiedzę. Trochę tak, jakby ktoś nam instalował przez pokolenia guziczek, który ktoś inny będzie mógł dowolnie wciskać, byśmy tańczyli jak marionetki.

Dlatego zapomnieliśmy, jak wiele możemy. Jak wiele może nasz nieświadomy umysł.

Czy zawsze wystarczy jedna sesja?

Oczywiście nie zawsze. Ale często tak. A na pewno w 99% przypadków pierwsza sesja już przynosi zmianę.

Są, oczywiście, przypadki, gdy pierwsza sesja to jest wielkie WOW. Potem następuje czas, gdy zalecam odpowiednie postępowanie, wykonywanie jakiegoś ćwiczenia lub dostosowanie się do zaleceń związanych z fizjologią. Zalecenia służą jednemu z dwóch lub obu celom:

  • zmiana ma być trwała
  • zmiana ma rozwijać się w odpowiednim kierunku

I tutaj, przy „zadaniach domowych”,  u klienta może nastąpić opór.

Ale i z tym łatwo sobie poradzić.

Jak to się dzieje, że to działa tak szybko?

Kiedy, prowadzony przez mój głos wgłąb swojej podświadomości, nawiążesz kontakt ze sobą, głęboki  i pełen otwartości, akceptacji i miłości, spotkasz tam… siebie.

Spotkasz swoją prawdziwą Istotę

I to spotkanie może być przełomowe w Twoim życiu.

Kiedy pracuję z człowiekiem podczas sesji terapeutycznej, po której on wychodzi z gabinetu z myślą, że niewiele się zadziało, ja już wiem, że zadziało się wiele. I że w najbliższych godzinach i dniach będzie on doświadczał zachwytu nad zmianą, która tak niezauważalnie, bez wysiłku, weszła do jego życia.

A przecież o to właśnie klientowi chodzi. Najczęściej. O to,

 

by zmiana była szybka i łatwa

I kiedy taka właśnie jest, staje się to aż trudne do uwierzenia dla człowieka, który styka się z tym po raz pierwszy.

Ilekroć rozpoczynam pracę, podaję prośbe-sugestię prosto do podświadomości:

„By zmiana nastąpiła najszybciej, jak to możliwe, nie szybciej jednak, niż będzie to długofalowo dobre i użyteczne dla osoby X.”

A podświadomość chętnie podąża za tym komunikatem, ponieważ jest on zgodny z wolą Duszy.

 

Rozwiązania są w Tobie

 

Kiedy Milton H.Erickson uczył swoich studentów hipnoterapii mówił to, co dziś tak chętnie powtarza się w coachingu:

 

Człowiek ma wszystkie zasoby w sobie. Nie jest zepsutą zabawką. Nie trzeba go naprawiać. Trzeba mu tylko umożliwić odkrycie w sobie wszystkich rozwiązań i odnalezienie wszystkich odpowiedzi. One już w nim są.

 

Kiedy więc podczas sesji rozpoczynam rozmowę z podświadomością klienta, nie „wkładam mu do głowy” niczego, czego już by tam nie było. Jedyną rzeczą, którą robię, jest pokazanie mu, jak cudowną istotą jest i jak wielu swoich możliwości jeszcze nie dostrzegał.

I kiedy część z tych informacji przyjmowana jest przez niego na poziomie świadomym, część porusza odpowiednie struny na poziomie nieświadomym. I niczym świeży pąk kwiatu, zaczyna rozkwitać, bo właśnie coś rozproszyło wokół niego mrok.

 

 

 

 

 

Czy schudnę jeśli nie ćwiczę ?

Najprościej i najkrócej

Tak

I nic więcej nie musiałabym już napisać.

Ale dla dociekliwych kilka informacji.

Czy to prawda, że…

„Jeśli chcesz schudnąć jedz mniej, ćwicz więcej.”

Hmm… Może nawet Ty masz doświadczenie z tą poradą. I może, jak ja kiedyś, należysz do osób, które przy restrykcyjnych dietach (zastraszająco ograniczonych kalorycznie) i intensywnych ćwiczeniach, zamiast chudnąć, tyją.

Więc o co tu chodzi?

 

70% twojego sukcesu to sposób odżywiania!

Podczas pierwszej sesji z osobą, która przychodzi, by schudnąć, słyszę często:

„Co mam zrobić, jeśli nie mogę ćwiczyć, bo po trzech dniach stawy odmawiają mi posłuszeństwa?”

Albo:

„Ćwiczę na siłowni 3 razy w tygodniu i biegam, i nie chudnę! Dlaczego tak się dzieje?!”

Czasem też:

„To moja wina, że nie chudnę, bo nie mogę się zmobilizować do biegania”

Moja odpowiedź często wtedy brzmi:

– A może właśnie lepiej nie ćwiczyć.

A czasem, gdy widzę osobę o określonych cechach wskazujących na wysoki stan zapalny, mówię wprost:

– Po pierwsze: masz zakaz intensywnego trenowania.

W takim momencie na twarzach wielu osób rysuje się zdziwienie. A jednak.

Pytasz „Czy schudnę, jeśli nie ćwiczę?”

Tak.

Ale… no bez „ale” być nie może.

Zacznij chodzić. Niech Twoje łydki robią 10.000 kroków dziennie. I zmień kolejność posiłków. I… zacznij jeść świadomie.

A wtedy przyjdź na sesję, by

  • pozbyć się kompulsji
  • uleczyć relacje, które powodowały zaspokajanie jedzeniem
  • pozbyć się z diety słodyczy
  • wyjść z niskiego poczucia własnej wartości
  • zmotywować się
  • odpuścić poczucie braku, które kryje się głębiej, bo zamiast miłości słyszałaś „zjedz kochanie”
  • przeprogramować błędne nawyki

Łącząc to wszystko uzyskasz szczupłą zdrową sylwetkę i radość życia.

Mira Chlebowska

Kiedy ćwiczenia na odchudzanie szkodzą a nie pomagają?

Gdy mamy do czynienia z dużą nadwagą lub z otyłością, obciążenia dla układu kostnego są tak duże, że próby intensywnego wysiłku fizycznego każdorazowo kończą się dolegliwościami bólowymi, a to ze strony stawów kolanowych, a to kręgosłupa, lub też kontuzją.

Ale to nie to jest najistotniejsze.

Może być tak, że im więcej będziesz ćwiczyć, tym trudniej będzie schudnąć.

Kiedy tak jest?
Kiedyś to był przypadek szczególny. Dziś, ze względu na tryb życia, jaki prowadzimy, jest to sytacja powszechna.

Insulinooporność, choroby autoimmunizacyjne, policystyczne jajniki – co łączy te rzeczy?

Można niemal z pewnością przyjąć, że osoba z chorobą autoimmunizacyjną ma również insulinooporność.

Również osoby, które od dawna borykają się z nadwagą, a każda dieta kończy się przybraniem jeszcze więcej, mają zaburzony metabolizm.

W dzisiejszym świecie, jeśli jesz „zdrowo” czyli zgodnie z powszechnymi zaleceniami, niemal na pewno masz insulinooporność.

 

Insulinooporność

Towarzyszy jej nadwaga/otyłość, ogromna trudność ze schudnięciem i jednocześnie odporność komórek na insulinę. Odporność, która może doprowadzić nawet do dystrofii mięśni, choć początkow, dosyć długo, objawia się nieustannym zmęczeniem, małą ilością energii, ogólną słabością przy potrzebie wykonania wysiłku fizycznego. Często współtowarzyszy stan bezsilności, tzw.doły, czasem nawet nazywane depresją.

Sprawy nie ułatwia fakt, że większość powszechnie znanych i stosowanych zaleceń dietetycznych ma się nijak do chudnięcia osoby ze słabą wrażliwością komórek na insulinę. 5 posiłków na dobę, płatki od rana i tym podobne zalecenia, działają odwrotnie.

Przy insulinooporności masz wysoki poziom „startowy” insuliny, ten po obudzeniu się. I nie warto patrzeć na normy laboratoryjne, gdyż one wskazują na inny obszar, a nie na Twoje możliwości schudnięcia. Zatem nawet jeśli masz insulinę w normie laboratoryjnej, norma ta może być przekroczona w kwestiach możliwości odchudzania.

Aby chudnąć musisz mieć na czczo insulinę jednocyfrową!

Gdy insulina jest wyższa, trudno Ci schudnąć. W takiej sytuacji zablokowany jest bowiem hormon glukagon – niezbędny, by spalać tkankę tłuszczową.

Co ze mną jest nie tak, że nie chudnę?

Jeśli jesteś taką osobą, to większość zaleceń dietetycznych będzie powodować u Ciebie albo zero efektu, albo wręcz tycie.

To samo dotyczy intensywnej aktywności fizycznej. Im więcej będziesz ćwiczyć, tym więcej będziesz gromadzić tkanki tłuszczowej. Czasem dotyczy to trenerów fitness, dla których może to być dramatem, gdyż muszą uprawiać intensywne sporty zawodowo. Wiąże się to z powstawaniem w ciele stanów zapalnych pod wpływem intensywnej aktywności fizycznej.

Tyję od listka sałaty

Szczupli w to nie wierzą. Dla nich sprawa jest oczywista – MNIEJ ŻREĆ

Ale osoba, która od lat próbowała już wszystkiego i przykładała się solidnie, a jednak nie osiągnęła rezultatu, wie, że to prawda.

Ćwiczenia na odchudzanie dla opornych

Aktywność fizyczna powinna być w takim przypadku krótka i intensywna. Mało intensywny wysiłek nie uwrażliwi naszych komórek na insulinę. Zbyt długotrwały i intensywny natomiast podniesie hormon stresu, kortyzol, który podniesie nam poziom insuliny, zablokuje w wątrobie glukagon, a co za tym idzie, pośle z mózgu informację, by zablokować chudniecie i gromadzić tkankę tłuszczową.

Ćwiczyć albo nie ćwiczyć! Oto jest pytanie!

Ćwiczyć, ale

  1. dobierać rodzaj ćwiczeń pod względem reakcji organizmu na insulinę
  2. intensywnie ćwiczyć dopiero wtedy, gdy Twoja waga spadnie na tyle, by nie powodować kontuzji.

Przy zastosowaniu odpowiednich zaleceń żywieniowych będziesz chudnąć 3-5 kg na miesiąc. I dopiero wtedy, gdy osiągniesz wagę dającą Ci możliwość bezpiecznego wysiłku, możesz zacząć ćwiczyć intensywniej. A wtedy Twoim zadaniem będzie sprawdzanie czy zintensyfikowanie ćwiczeń nie powoduje tycia.

CHODZENIE PIECHOTĄ

6.000-10.000 kroków dziennie to najlepsze przykazanie Matki Natury!

Spośród wielu korzyści wymienić tu koniecznie trzeba następujące:

  • redukcja masy ciała
  • zwiększenie wrażliwości tkanek na insulinę – i o to najbardziej chodzi
  • wzmocnienie mięśni
  • poprawa gęstości kości
  • usunięcie stresu, napięć, niepokoju
  • rozwija też korę przedczołową – a to oznacza wzmocnienie tego, co nazywamy SIŁĄ WOLI!

Najlepsze ćwiczenia na odchudzanie to:

  • Najlepsze jest chodzenie – to już ustaliliśmy powyżej.
  • Tabata – 20-sekundowy intensywny wysiłek na przemian z 10-cio sekundowymi przerwami, zazwyczaj 8 serii (tabata przynosi znakomite korzyści również w niedoczynności tarczycy oraz cukrzycy typu II)
  • ćwiczenia takie, jak pływanie, jazda na rowerze, również , ale trzeba zwrócić wtedy uwagę, by nie przekraczać 60% swojej maksymalnej częstości pracy serca

Jakich ćwiczeń unikać, by schudnąć?

  • niewskazane (niestety albo stety) jest bieganie!!!
  • źle może zadziałać pływanie długotrwałe z intensywnym wysiłkiem!
  • niewskazany każdy sport, w którym tętno będzie dochodzić do granicy Twojej normy

Jak obliczyć 60% maksymalnego tętna?

  • Od 220 odejmuj wiek i w ten sposób otrzymujesz tętno maksymalne.
  • Następnie oblicz 60% z tej liczby.

I to jest tętno, którego pilnujemy, by go nie przekraczać.

[/et_pb_post_content][/et_pb_column][/et_pb_row]

Sytuacja.

Jedna z wielu, których doświadczam, zwłaszcza przy drugim spotkaniu z klientką lub klientem.

Klientka siada, nie patrzy na mnie od razu, jakby nie chciała, bym wyczytała z niej jakąś niespodziankę. (Była u mnie na sesji hipnozy dwa tygodnie wcześniej). Patrzy nieco poniżej linii wzroku, lekko w bok. Na twarzy pełga tajemniczy uśmiech, powstrzymywany, aż do momentu, gdy spogląda na mnie,  z odrobiną zdziwienia w oczach, uśmiecha się szeroko i zaczyna mówić jednym ciągiem:

„Co u mnie?
Przestałam się objadać!
Śpię w nocy!
Nie budzę się kilka razy, jak wcześniej! Nie opanowują mnie obsesyjne myśli!
W ogóle rano budzę się, jakbym zapomniała, że w ogóle coś było nie tak.
Przestałam toczyć masakryczne rozmowy ze sobą.Przestałam się nakręcać!
Tamte obsesyjne myśli, gdy teraz mgliście się pojawią, rozpływają się od razu, gdy cofam się do tej małej dziewczynki, którą mi pokazałaś. I od razu jestem spokojna.
W ogóle jestem spokojniejsza. Słodycze przestały dla mnie istnieć. Mogą leżeć, a ja przechodzę obojętnie, jakby to był plastik. Wyciszyłam się. I nawet znajomi to zauważyli!
Jestem bardzo zadowolona. I nie rozumiem tego. Bo jak to jest możliwe, że po jednej sesji… człowiek może tak bardzo zmienić punk widzenia?”

 

Ano właśnie! Jak to możliwe?

Po jednej sesji? Nawet u osób, które wcześniej przez rok lub dwa chodziły regularnie na różnego typu terapie?

 

I dlaczego tak to działa? Co w tym tak działa?

 

Świat, w którym żyjemy, jest absolutnie cudowny.

Świat informacji.

Wolność, Internet, Wiedza.

I tylko czasami można mieć wrażenie, że za tym dostępem do informacji trochę trudno nam nadążyć.

Spotykamy w sieci coraz to nowe koncepcje, coraz to nowe interpretacje, informacje.

I całkiem możliwe, że większość z nich jest prawdziwa i słuszna. Ale czasem, by dobrze je zrozumieć i zinterpretować, powinniśmy pamiętać o wielu rzeczach i ideach, które są pierwotne. O czymś, co było wcześniej. A my mamy bardzo krótką pamięć. Pamięć wybiórczą. Nasz mózg nie jest w stanie ogarniać ogromnej ilości informacji w sposób świadomy. Właściwie to ogarnia bardzo niewielką część. W związku z tym zrozumienie i pojęcie mechanizmów, kojarzenie faktów dla podświadomości oczywistych, wyciąganie wniosków na podstawie miliardów bitów informacji, dla świadomoścy może nie być prostą sprawą.

Dotyczy to wielu sfer, jak choćby zdrowia.

Przykład: jeśli człowiek zapomniał wiedzę swoich przodków na temat tego, że wysoka temperatura ciała działa zbawiennie i nie należy jej zbijać, ponieważ to właśnie podczas gorączki organizm zwalcza chorobę, to jak ma zrozumieć informacje o naturalnych sposobach leczenia infekcji?

Inny przykład: Czy wiesz, że ludzkie komórki posiadają receptory dla wszystkich ziół na świecie? Odziedziczyliśmy po praprzodkach potężną wiedzę na temat właściwości roślin. I gdyby nie zakłócenia w kontakcie z samym sobą, potrafilibyśmy, tak jak dzikie zwierzęta, znajdować sobie lecznicze zioła na każdą dolegliwość. Ale nie ufamy sobie, gdyż wmówiono nam, że słuchanie swojego wnętrza, swojego ciała, to bzdura.

Podobnie, sprawa dotyczy naszej podświadomości i tego, jakie pokłady mocy kryją się w człowieku. Zostaliśmy przez wieki nauczeni, że niewiele zależy od nas, a nawet, że nie ma czegoś takiego, jak podświadomość. Wpaja się nam od tysiącleci nie naszą, nie płynącą z wnętrza, ale cudzą wiedzę. Trochę tak, jakby ktoś nam instalował przez pokolenia guziczek, który ktoś inny będzie mógł dowolnie wciskać, byśmy tańczyli jak marionetki.

Dlatego zapomnieliśmy, jak wiele możemy. Jak wiele może nasz nieświadomy umysł.

Czy zawsze wystarczy jedna sesja?

Oczywiście nie zawsze. Ale często tak. A na pewno w 99% przypadków pierwsza sesja już przynosi zmianę.

Są, oczywiście, przypadki, gdy pierwsza sesja to jest wielkie WOW. Potem następuje czas, gdy zalecam odpowiednie postępowanie, wykonywanie jakiegoś ćwiczenia lub dostosowanie się do zaleceń związanych z fizjologią. Zalecenia służą jednemu z dwóch lub obu celom:

  • zmiana ma być trwała
  • zmiana ma rozwijać się w odpowiednim kierunku

I tutaj, przy „zadaniach domowych”,  u klienta może nastąpić opór.

Ale i z tym łatwo sobie poradzić.

Jak to się dzieje, że to działa tak szybko?

Kiedy, prowadzony przez mój głos wgłąb swojej podświadomości, nawiążesz kontakt ze sobą, głęboki  i pełen otwartości, akceptacji i miłości, spotkasz tam… siebie.

Spotkasz swoją prawdziwą Istotę

I to spotkanie może być przełomowe w Twoim życiu.

Kiedy pracuję z człowiekiem podczas sesji terapeutycznej, po której on wychodzi z gabinetu z myślą, że niewiele się zadziało, ja już wiem, że zadziało się wiele. I że w najbliższych godzinach i dniach będzie on doświadczał zachwytu nad zmianą, która tak niezauważalnie, bez wysiłku, weszła do jego życia.

A przecież o to właśnie klientowi chodzi. Najczęściej. O to,

 

by zmiana była szybka i łatwa

I kiedy taka właśnie jest, staje się to aż trudne do uwierzenia dla człowieka, który styka się z tym po raz pierwszy.

Ilekroć rozpoczynam pracę, podaję prośbe-sugestię prosto do podświadomości:

„By zmiana nastąpiła najszybciej, jak to możliwe, nie szybciej jednak, niż będzie to długofalowo dobre i użyteczne dla osoby X.”

A podświadomość chętnie podąża za tym komunikatem, ponieważ jest on zgodny z wolą Duszy.

 

Rozwiązania są w Tobie

 

Kiedy Milton H.Erickson uczył swoich studentów hipnoterapii mówił to, co dziś tak chętnie powtarza się w coachingu:

 

Człowiek ma wszystkie zasoby w sobie. Nie jest zepsutą zabawką. Nie trzeba go naprawiać. Trzeba mu tylko umożliwić odkrycie w sobie wszystkich rozwiązań i odnalezienie wszystkich odpowiedzi. One już w nim są.

 

Kiedy więc podczas sesji rozpoczynam rozmowę z podświadomością klienta, nie „wkładam mu do głowy” niczego, czego już by tam nie było. Jedyną rzeczą, którą robię, jest pokazanie mu, jak cudowną istotą jest i jak wielu swoich możliwości jeszcze nie dostrzegał.

I kiedy część z tych informacji przyjmowana jest przez niego na poziomie świadomym, część porusza odpowiednie struny na poziomie nieświadomym. I niczym świeży pąk kwiatu, zaczyna rozkwitać, bo właśnie coś rozproszyło wokół niego mrok.

 

 

 

 

 

[/et_pb_section]

Inne na blogu

EMDR

EMDR

e...

Komentarze

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *